sobota, 12 kwietnia 2008


Pęknięte Lustro cz. 3

Być może, dlatego że sama wychowywała córkę, bez ojca i zanadto się do siebie zbliżyły. Z jednej strony na pewno było to korzystne dla nich obu, ale z drugiej niosło niebezpieczeństwo przekraczania pewnej granicy, która nadszarpywała wpływ matki na to, co córka może, a czego nie może robić.

Marta w szpitalu nauczyła się sztuki przetrwania w trudnych warunkach życiowych. Pojęła również to, że tylko wzajemne wspieranie się młodych pacjentek, dawało możliwość wytrzymania trudów leczenia, którego tak naprawdę nie chciała i którego, ze swojego punktu widzenia nie potrzebowała.

Powrót do domu nie oznaczał powrotu do normalności, czyli szkoły i rówieśników. Na podstawie opinii lekarzy psychiatrów otrzymała możliwość nauki w domu, gdzie to szkoła przychodziła do niej a nie odwrotnie. Został sporządzony plan i nauczyciele pojawiali się u Martusi zgodnie z harmonogramem.

- Religia?! – Wykluczone – stwierdziła matka Marty głosem nieznoszącym sprzeciwu.

- Może wsparcie duchowe pani katechetki korzystnie wpłynęłoby na samopoczucie dziewczynki – zaoponowała wychowawczyni.

- Nie, nie- religia wzbudza w niej niepotrzebnie poczucie winy i pogłębia stan fobii szkolnej – kontynuowała swój wątek rodzicielka.

- Wie pani, co. Pewna mądra pielęgniarka powiedziała, że fobia szkolna bierze się z domu a nie ze szkoły – podsumowała nauczycielka. Po czym odwróciła się na pięcie i wyszła zostawiwszy osłupiałą matkę za drzwiami.

Wychowawczyni postanowiła poznać literaturę na temat przypadłości swojej uczennicy. Znalazła ciekawy artykuł na ten temat Wgłębiła się w lekturę:

„Fobia szkolna jest klasycznym przykładem fobii sytuacyjnej, ponieważ dziecko odczuwa lęk nie przed szkołą rozumianą jako całość, ale przed konkretnymi sytuacjami, które mają miejsce w szkole. Fobię szkolną określa się jako nerwicę szkolną, która stanowi zróżnicowany pod względem etiologicznym zespół, będący często formą nerwicy lękowej (rzadko prawdziwych fobii), którego wiodącym objawem jest obawa przed uczęszczaniem do szkoły, przy czym przed każdym udaniem się do niej i w czasie pobytu w szkole pojawiają się u dziecka przejawy lęku. Na podkreślenie zasługuje fakt, że psychologiczne objawy lęku w tym zespole są często maskowane przez bogatą symptomatologię wegetatywną (bóle głowy, drżenie rąk, nudności, wymioty, bóle brzucha, biegunki, duszność, niekiedy z objawami hiperwentylacji, pocenie się). Znaczny stopień nasilenia objawów może uniemożliwić dziecku kontynuowanie nauki w szkole, stosowanie zaś kar i przymusu nasila objawy. Cechą charakterystyczną zespołu jest całkowite ustępowanie objawów z chwilą przeminięcia zagrożenia uczęszczania do szkoły.

Nauka w sposób różnorodny wypowiada się o przyczynach fobii szkolnej. Jedna z głównych przyczyn pojawienia się fobii szkolnej zawiera się w relacji dziecko-rodzice. Instytucja szkoły aktywizuje tylko zaburzenia tej relacji. Zdaniem Hersova sprzyjającym układem jest dominująca, groźna matka i bierny ojciec lub matka nadmiernie uczuciowo związana z dzieckiem i zamknięty, chłodny uczuciowo ojciec. Natomiast wg Eisenberga decydujący wpływ ma lękowa postawa matki (podświadomie boi się ona rozstania z dzieckiem, któremu była do tej pory niezbędna, a które w nowej sytuacji przestanie jej potrzebować w takim samym jak dotychczas stopniu) oraz jej chwiejność uczuciowa w stosunku do dziecka. Bakwin twierdzi, że dziecko nie boi się właściwie szkoły, lecz separacji z matką, która stanowi dlań źródło podstawowej satysfakcji uczuciowej i z którą nie chce się rozłączyć. Podobnie wypowiada się Ranschburg, który sądzi, że lęk separacyjny związany z pójściem do szkoły może się przerodzić w fobię szkolną. Z kolei Agras jej przyczyny upatruje w ogólnie depresyjnej lub lękowej postawie dziecka, które dlatego szuka oparcia w matce.

W mniejszym lub większym związku z zaburzeniami relacji rodzinnych pozostają lęki przejawiane przez dziecko w konkretnych sytuacjach szkolnych. Jaczewski wymienia trzy typy takich lęków. Pierwszym z nich jest lęk przed kompromitacją. Mimo różnych panujących stereotypów, znacznej części uczniów zależy na wynikach nauki. Wypada umieć wiele, wypada być dobrym uczniem. Przy tym nie wypada być uczniem nadmiernie pracowitym, być «kujonem». Trzeba się ze swoją pracowitością kryć, nie uchodzi nie mieć czasu na rozrywki i sport. Ale by uzyskać dobre wyniki w nauce, trzeba poświęcić jej bardzo wiele czasu. Powstaje dylemat... Lęk przed niepowodzeniem szkolnym odróżnia Jaczewski od lęku przed kompromitacją i wiąże go ze zdawaniem egzaminów wstępnych do szkoły średniej i na uczelnię wyższą.

Trzeci rodzaj lęku to poczucie zagrożenia wynikające z braku zdolności odpowiadających stawianym w szkole wymaganiom. Mimo ciągłych starań, dziecko nie osiąga wskazanych wyników, a jednocześnie pojawia się przemęczenie pracą szkolną.

Należy również oddzielić sytuacje, w których szkoła staje się istotnie pierwotną przyczyną powstawania zaburzeń od tych, w których jest ona jedynie terenem manifestowania się objawów zaburzeń już istniejących, wyniesionych przez dziecko z poprzednich faz rozwojowych.”

Matka Marty rozwiodła się z mężem parę lat temu. Swoje negatywne zdanie o mężczyznach wyrażała często i chętnie dzieliła się swoimi przemyśleniami z córką

- Pamiętaj to jest gorszy gatunek ludzi, nawet czytałam gdzieś, że powstał w wyniku mutacji a za kilkaset lat wyginie jak dinozaury.

- Mamo czy ty nie przesadzasz, przecież bez nich nie byłoby miłości, ja tak o niej marzę – przerwała jej Marta – chciałabym, żeby mnie ktoś pokochał tak mocno jak Romeo Julię.

- Ty się tak nie zapędzaj w tych marzeniach. Po pierwsze nie będziesz miała możliwości się zakochać, nie wychodząc z domu a po drugie miłość w końcowym efekcie przynosi tylko cierpienie. To lekkoduchy takie, jak twój ojciec. On też tylko marzył a życie to nie bajka, trzeba mieć, z czego żyć.

Terapie farmakologiczne podczas kontynuowania leczenia w domu, nie przynosiły widocznego efektu. Marta nadal niechętnie uczestniczyła w zajęciach, pomimo iż te odbywały się u niej w mieszkaniu, zdarzało się, że nie wyszła na jedną czy drugą lekcję. Poza tym wydawało się, że powoli wszystko wracało do normy, byle nie ta szkoła!

- Dlaczego nie wyszłaś na lekcję matematyki? – spytała wychowawczyni.

- Ja bym wyszła, ale musiałam wejść do toalety, przecież nie zmienię fizjologii. Musiałam, a wcześniej łazienkę okupował brat, więc nie mogłam skorzystać, a pani od matematyki nie poczekała...- tłumaczyła się uczennica.

Innym razem.

- Martusiu ubierz się i wyjdź na lekcję – prosi grzecznie matka.

- Daj mi spokój! Odejdź Mówię ci Ooodejdź! – głos dziewczyny ściszony, ale pełen agresji i złowieszczych syków.

Brak komentarzy: