poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Dziennik z podróży - dzień trzeci


17.08.2008 r. niedziela

Powrót do domu z zaliczeniem Sanktuarium Maryjnego w Byszewie.

Wracamy. Pada umiarkowanie. Po drodze kłócimy się, gdzie jest to Sanktuarium. Jacek pamięta, że w Koronowie, ja mówię, że przed na wzgórzu, a w dole widać było jezioro.


Tak czy inaczej, najpierw lądujemy w Chełmnie. Wszędzie wielkie banery z napisami "Miasto zakochanych". Ławeczka z zakochanymi z brązu.

Pięknie wyremontowane Stare Miasto i Ratusz na Rynku. Cztery kościoły, zespół klasztorny Sióstr Miłosierdzia.


Ciągnący się wzdłuż muru hotel i stara karczma. "Gość w dom, Bóg w dom", ale dopiero po godzinie 12-tej. Do tej pory ani nie nakarmią, ani nie napoją, co najwyżej można sobie posiedzieć na podwórzu w otoczeniu rzeźb i wbudowanego w mur pieca chlebowego. Nie pograsz w bilard, bo tylko stół stoi, brak bil i kija. Nie przypuszczaliśmy, że Chełmno jest takim ciekawym turystycznie miastem.

Następnie Koronowo. Pomnik ku czci bitwy pod Grunwaldem. Puszący ogon paw z jednej strony napis czczący pamięć bitwy z drugiej nazwa miasta i data nadania praw miejskich - 18.12.1368 r. Założone przez zakon cystersów. To miasteczko ma jeszcze dużo do zrobienia. Mało wyremontowanych kamieniczek. Kawałek historii zaliczony. Jedziemy dalej. Po drodze Jacek musi obfotografować obiekt współczesnej myśli technicznej „nie wiadomo co, ale nie UFO, może wieża TVP1”.


Dalej, krętymi drogami, pojawiają się wzgórza polodowcowe, to znaczy, że cel blisko.

- Atrakcja turystyczna!- to GPS

- Jest!!!- to my.

Wzgórze. Sanktuarium Maryjne. Wieś Byszewo.

Pięknie położone na samym wzgórzu kościół i dom parafialny. Na stoku ogród tarasowy, imponujące schody, wiodące do jeziora Długiego, po drodze taras widokowy na jezioro. Na uboczu urokliwa alejka z grabów, prowadząca również nad jezioro.

Graby tak przycięte, że nie wyrosły na wielkie drzewa, tylko stworzyły szpaler podobny do tego, który tworzą winorośle w winnicach. trudno pokazać wszystko na fotografiach, ale warto wspomnieć o tarasowym ogrodzie na zboczu wzgórza.

Obok plebanii stoi zabytkowy domek, parterowy z czernionego drewna, bardziej przypomina zabudowanie gospodarcze niż dom mieszkalny, obecnie służy za składzik, co widać przez szparę niedomkniętych wrót.


Nawdychaliśmy się powietrza w okolicy wielkiej mocy (duchowej, bożej...).Potem droga do domu… Cała trójka, ja się wyłączyłam, podążała szlakiem dobrego obiadu. Głód zaspokoiła po przejechaniu 100 km, o umówionej 15.15.

4 komentarze:

Unknown pisze...

Przeczytałam:) Komentarz dodoałam :D

Unknown pisze...

Ej no mama, dlaczego wstawiłaś zdjęcie gdzie Seba pożera powietrze?!!~!

Anonimowy pisze...

Przecież nic nie widać. Ja nie widzę nawet, że to Seba.

Anonimowy pisze...

Już zmienione