poniedziałek, 23 czerwca 2008

List pisany nocą.


Pęknięte lustro cz. 4

Mamusiu kochana, piszę do Ciebie. Wiem, że tego nigdy nie przeczytasz. Śpisz sobie spokojnie w drugim pokoju i nawet nie wiesz, że ja tu wariuję. Ja po prostu nie chcę dłużej żyć. To nie ma sensu. Wolę nie czuć bólu. Po co? W moim życiu nie ma sensu, nawet mój ból. Ja nie chcę już cierpieć. Ja chcę umrzeć! Błagam! Bezboleśnie, szybko! Nie chcę już nic więcej przeżywać. Chcę się pozbyć każdego bólu, nawet fizycznego. Słowa ból, cierpienie wywołują we mnie strach. Błagam Boże, bądź dla mnie wspaniałomyślny, odbierz mi życie. Ja już nawet nie potrafię wzbudzić w innych litości. Nic w nich nie wzbudzam. No, może niechęć do siebie i agresję. Ten ból, te cierpienie trzeba przeżyć, trzeba poczuć, żeby wiedzieć, co to znaczy. Kretynka, idiotka, jestem do niczego, nikt mnie nie chce, kompletnie nikt, nawet śmierć. Gówno należy zdeptać. Zgiń! Przepadnij i nie wracaj! Jak ja zazdroszczę innym ludziom, ich przyjaźni, ich miłości, a ja jestem niczym. Nawet zazdrosna nie mam prawa do niczego. Jestem do niczego! Cholera jasna, ale dlaczego?! Dlaczego nie mam prawa do tego, co inni?! Jestem zbędna na tym świecie i dobrze zdaję sobie z tego sprawę. Do niczego! Idiotka, która marzy tylko o tym, żeby ktoś ją pokochał, tak bardzo, jak ona kocha jego. Ja kocham wszystkich ludzi, raczej bez wyjątków, ale co z tego, jeśli ta miłość idzie w pustkę, przebywa drogę bez końca, zatraca się w czarnej dziurze, zmierza, ale nie wiem, w jakim kierunku, nie potrafi znaleźć własnej drogi. Znowu nie spełniam wymagań. Znowu jestem do niczego. Znowu to ja czegoś nie mam. Zero przyjaciół. Zero znajomych. Nic, kompletnie nic. Chcę zasnąć i nie móc się obudzić, zasnąć i śnić o tym, o czym marzę. O tej miłości, której nigdy nie miałam, pięknej odwzajemnionej, cudownej, o tych przyjaciołach, których nigdy nie miałam, o tej niezerwanej więzi, o tej bezinteresownej miłości, o tym zrozumieniu mnie przez ludzi, którego nigdy nie miałam. Mam cudownego pecha w życiu i tylko to mi się udało i tak pewnie zostanie. Po co ja w ogóle żyję? Czy moim przeznaczeniem jest cierpienie? Tyle bym chciała zobaczyć. Tyle dotknąć. Nigdy nie będę miała takiej szansy. To nie ich wina, cudownych, inteligentnych, wrażliwych, utalentowanych, wspaniałych, ale nigdy nie moich, mimo że ja należę do nich, oni nie należą do mnie. Nie wiem, dlaczego, cóż takiego zrobiłam, nie wiem czy się mną przejmują, czy nie, ale ja nimi bardzo. Szlag by trafił moje przeklęte serce, bo nawet nie sposób się odkochać, są za wspaniali nawet z tymi swoimi defektami, z tym swoim egocentryzmem. Zakochujemy się, ale dlaczego nikt nie zakocha się we mnie. Nie oczekuję, że ktoś będzie mnie traktował jak księżniczkę, nie czekam na milionera, nie chcę by spełniano wszystkie moje zachcianki, pragnę tylko by mnie szczerze kochał, żeby miał podobne cele w życiu, potrzebuję miłości, żeby poznać swoją prawdziwą wartość. Za wiele razy byłam odrzucana, krzywdzona, za wiele razy traktowana jak trędowata, żeby teraz znać swoją wartość

Brak komentarzy: