
Wieczorem Ilona, robiąc porządki w swoich papierach, natknęła się na zeszyt uwag swojej klasy, wtedy II h. Przeczytała. Odkryła kilka interesujących grup nauczycielskich skarg. Pierwsza, to te o przeszkadzaniu w lekcji:
30.09.2002
Rosłan Weronika przeszkadza w lekcji muzyki, mimo upomnień przeszkadza nadal.
Teraz upomnienie romantyczne, przywodzące na myśl złotą polską jesień i piękno błyszczących nasion kasztanowca:
07.10.2002
Jan Wilczyński rzuca kasztanami, przeszkadza na lekcji muzyki.
11.10.2002
Większość osób dzisiaj okropnie się zachowywała na matematyce. Nie chcieli myśleć, tęsknili za grą w piłkę, obiadem... no i głośno rozmawiali.
W tej uwadze wychowawczyni odczytała między wierszami, oprócz skargi, życzliwy stosunek nauczycielki do niesfornych wychowanków. Jednak najwięcej, podczas jednej lekcji, udawało się im nabroić na języku niemieckim:
24.10.2002
Maciek Bykowski zabiera Oli Raduńskiej piórnik i książki, przeklina, nie uważa, nie pracuje na lekcji.
Grzesiu Sadowski, Mateusz Sroczyński, Maks Słoński, Konrad Krasiński rozmawiają na lekcji.
Gabrysia Gorynia plus Weronika Rosłan kłócą się na lekcji, rzucają swoimi przyborami, wyrzucają do kosza, na koniec wychodzą, trzaskając drzwiami.
Następna grupa zapisanych spostrzeżeń, to skargi na uczniów jedzących podczas lekcji:
04,11.2002
Bilik, Popowski, Słoński jedzą na muzyce.
06.01.2003 bez zmian:
Drążyk, Wilczyński jedzą na muzyce.
W lutym cała klasa je na języku niemieckim. Tego samego dnia, na tym samym przedmiocie: „ Klasa wyszła na obiad bez zgody nauczyciela”. Marzec to miesiąc Oli Raduńskiej opychającej się świeżymi bułeczkami na muzyce i nadal nie reagującej na uwagi nauczycielki. Pod koniec marca na muzyce coraz swobodniejsza atmosfera:
„Gosia, Ola, Gabrysia I Weronika jedzą na lekcji i piją colę”.
W kwietniu bez zmian, maj to także picie i jedzenie. Nie zmienił się również przedmiot, na którym uczniów dopadał wilczy apetyt. Biesiadna atmosfera towarzyszyła im niemalże do końca roku. Można mieć tylko nadzieję, że miała ona swoje uzasadnienie w przerabianym repertuarze muzycznym.
Do trzeciej grupy zapisków można zaliczyć skargi na tych, preferujących gry stolikowe, wymagające współdziałania kilku osób. Uczniowie spontanicznie łączyli się w zespoły, wykazując się dużą dojrzałością podczas pracy w grupach, co nie zawsze udawało się w czasie zaplanowanych lekcji:
31.03.03
Wilczyński, Smoliński, Leszczyński grają w „Państwa, miasta, rzeki”. Mimo upomnień Jasiek, Paweł i Olek nadal grają na muzyce.
To, że grają akurat na muzyce, to dobrze, ale że w dydaktyczną grę geograficzną, to już gorzej. Pojawiła się tutaj rozbieżność interesów uczniów i nauczyciela, który nie był specjalistą od przedmiotów tak zwanych matematyczno- przyrodniczych.
Muzyka pojawiała się także wtedy, gdy: „Wilczyński, Bykowski mimo wielu upomnień grają w karty...”.
Sztuka, a szczególnie muzyka, może sprzyjać zabawie i uczniowie II h dali się ponieść na muzycznej fali. Jednak czasami mieli dość tego typu zabaw, a brakowało im ruchu bardziej fizycznego, dlatego samowolnie aplikowali sobie sesje gimnastyki śródlekcyjnej, o czym skwapliwie donosił nauczyciel języka niemieckiego:
„Rosłan, Wilczyński skandaliczne zachowanie na języku niemieckim. Klasa rzuca papierkami, rozmawia. Niszczą Gazetkę ścienną!!! Jasiek wysmarował Weronice twarz szmatką do tablicy. Popowski, Wilczyński, Bilik wypinają pinezki i podkładają je innym uczniom. Maks Słoński na koniec powiedział: ”Nie będę przychodził na ten pieprzony niemiecki”.
Ilona nie dziwiła się wypowiedzi Maksa, przecież on chciał się po prostu uczyć, a ten nadprogramowy ruch na lekcji najzwyczajniej w świecie go zdenerwował.
Po miesiącu nauki, z powodu oszczędności w oświacie, jedna klasa pierwsza została zlikwidowana /nie mogło być mniej niż dwudziestu pięciu uczniów w każdym oddziale/. To przymuszone przez władze pociągnięcie organizacyjne zreorganizowało zupełnie pracę w szkole. Nastąpiły również poważne przegrupowania wśród nauczycieli uczących i tak Ilona oprócz języka polskiego zaczęła uczyć historii i WOS-u, stając się, jak mawiała jej koleżanka: ”alfą i gametą”.
„Big Sister”, od czasu do czasu, zaznaczała swoją wielką obecność, wygłaszając przez szkolny radiowęzeł komunikaty do uczniów i nauczycieli:
UWAGA! UWAGA!
TU SZKOLNY RADIOWĘZEŁ
OGŁASZAM KOMUNIKAT
DLA UCZNIÓW I NAUCZYCIELI!
OD JUTRA BOISKO JEST ZAMKNIĘTE.
NAUCZYCIELE DYŻURUJĄCY NA BOISKU
PRZECHODZĄ NA DYŻUR NA PARTER.
Powtarzam...
Kolejność zawsze ta sama, najpierw uczniowie, potem nauczyciele. Ostatnio Wielka Stylistka wpadła na jeszcze bardziej szalony sposób, by zaznaczyć swoją władzę nad swoimi pracownikami, na dodatek marnymi, co podkreśla w rozmowach z nimi w cztery oczy. Nie ma to, jak wybujałe ego przełożonego. Otóż zarezerwowała sobie wszystkie wtorki od godziny ósmej rano do ósmej czterdzieści pięć na krótkie robocze narady. Uczniowie w tym dniu zaczynali lekcje od ósmej pięćdziesiąt pięć. Nieważne, że niektórzy nauczyciele musieli przyjeżdżać, czasami z daleka, do pracy o kilka godzin wcześniej, czekając później na swoje lekcje. Kto by się liczył z czasem tak nieważnych istot, stworzonych do służenia społeczeństwu, przecież nie dzisiaj wymyślono porzekadło: „Obyś cudze dzieci uczył”, tylko nikt nie zaznaczył, że nie tak trudne było to przysłowiowe uczenie dzieci, jak sprostanie wyśrubowanym wymaganiom władz oświatowych i jego namiestnika w szkole, dyrektora. Poza tym zawsze można było w tym czasie nadrobić zaległości w papierach, a przecież nie tylko w oświacie najważniejsze jest to, co zapisane, nie odnotowane, nie istnieje! A więc- nauczycielstwo - do roboty!
- Kurwa!- wyrwało się Jaśkowi. - Jak ja jej nienawidzę! Ta zawsze coś wymyśli.
- Teraz to się zacznie kocioł - dopowiedział Radek - trafną uwagę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz